wtorek, 5 lutego 2019

Chrześcijański fleksiterianizm. O "Boskich zwierzętach" Szymona Hołowni




Przyznam się, że od dawna czytam wszelkie książki o tematyce (nie) zjadania zwierząt, o ich wspaniałej osobowości i o kuchni roślinnej. Często brakowało mi w nich argumentu wiążącego z chrześcijaństwem. Zawsze były wspominane różnego rodzaju dalekowschodnie religie, argumenty proekologiczne i biologiczne. Na szczęście przyszedł Szymon Hołownia z „Boskimi zwierzętami” i zapełnił tę semantyczną pustkę. 

Po przeczytaniu „Boskich zwierząt” wszystko w głowie układa się całkiem zgrabną układankę. Bóg jest Bogiem dającym życie. Po stworzeniu zakrzyknął, że wszystko jest bardzo dobre. A ludziom wskazał odżywianie się roślinami i drzewami owocowymi. Dlatego Bóg nie chce śmierci ani psa, kota, wiewiórki, chomika czy świni. 



To mnie przekonuje. Drugim argumentem przytaczanym przez autora jest fakt, że śmierć zwierzęcia nie jest już związana z koniecznością przetrwania. Ze śmierci zrobiono przemysł, a słownictwo  opisujące odziera je z podmiotowości. Szymon Hołownia zaznacza, że według żydowskiej mądrości, aby mieć prawo zabić i zjeść kurczaka należy spędzić z nim trzy dni pod jednym dachem. To wręcz naturalne, aby zjeść zwierzę należy wcześniej dawać mu żyć.

Na szczęście roślinożercy mają coraz większy wybór. Można jeść mniej mięsa  na rzecz większej ilości żywności roślinnej. To jest dostępne i możliwe.  Nawet popularne sieci handlowe odpowiadają na rosnące potrzeby konsumentów. Szymon Hołownia przekazuje chrześcijańskim wegetarianom i weganom  dobrą nowinę: „Jesteście w porządku!”. Dla chrześcijanina (ściślej katolika) nie powinno być dziwnym podejście, że być w pełni za życiem to bronić także braci mniejszych. Postępując jak Święty Franciszek z Asyżu jesteśmy najzwyczajniej przyzwoici.

Szymon Hołownia dzieli się dwiema zasadami. Pierwsza to nie sprawiajmy innym bólu ( w tym zwierzętom). Druga to bycie za życiem, więc skupiajmy się na życiu. Gdy będziemy wprowadzać więcej radości i światła to więcej radości i światła będzie w świecie. Bycie ekologicznym to szanowanie dzieła stworzenia. A dopiero po biblijnym potopie Bóg daje człowiekowi prawo do nakarmienia się mięsem. Wtedy też Bóg obiecuje, że już nigdy nie zgładzi żadnej istoty żywej. 

 „Boskie zwierzęta” to apel do sumienia i zdrowego rozsądku. To apel, aby dla naszego wspólnego dobra ograniczyć zjadanie zwierząt i to się będzie podobało Bogu. Człowiek ma nie panować nad ziemią, a być jej czułym opiekunem. I tego się trzymajmy.

3 komentarze:

  1. Jak dla mnie kolejna bzdura Hołowni. Żeby nie było, Chrystus z uczniami wielokrotnie bywał na ucztach, gdzie według żydowskich zwyczajów podawano mięso, a w dodatku sam powiedział izrealitom gdy go pytali: nic co przychodzi z zewnątrz nie czyni człowieka nieczystym, a nieczystości pochodzi z wewnątrz człowieka- to pokusy, osądzanie, obmowa, nieakceptacja swojej własnej historii. I mówi to w momencie gdy Żydzi pytają go o spożywanie mięsa. Można być wegetarianinem chrześcijaninem, nie mam nic przeciwko, ale jeśli ktoś chce mi wmówić że nie da się być wierzącym i jeść mięso to najlepszy dowód na to że odmawianie sobie "jedzenia zwierząt" jest ideologią i nie wynika z wiary.

    OdpowiedzUsuń
  2. Żeby nie było - zadawanie krzywdy zwierzętom bez potrzeby jest głębokim wewnetrznym nieuporzadkowaniem i grzechem. Sam według wlasnej wiedzy staram się unikac partii mięsa które powstają w fabrykach śmierci. To jednak nie sprawia że przestanę jeść mięso w ogóle. Uważam, że sugerowanie się tym podanym wyimkiem ze ST, gdzie w całym Starym i Nowym Testamencie mnóstwo symboliki zwiazanej z ofiarą zwierząt na rzecz człowieka, jest nie do końca trafiona. Hołownia robi z katolicyzmu jakiś nowy rodzaj świeckiej religijności w której, by stać się godnym miana chrzescijanina, trzeba zachowywać i wypełniać prawo - nie jedz zwierzatek, nie krzywdz drugiego, daj charytatywnie, będziesz ok. Według mnie chrzescijasntwo to cos zupelnie innego

    OdpowiedzUsuń
  3. Może z moich kilku przemyśleń po przeczytaniu nie wynika w pełni co autor miał na myśli. Szymon Hołownia proponuje, aby ograniczać jedzenie mięsa. W szczególności czerwonego. Aby powoli wdrażać fleksiterianizm. Sam autor przyznaje, że wciąż je ryby. :-) Oczywiście również zgadzam się z wymienionymi przez ciebie (pozwolę sobie per Ty) fragmentami Nowego Testamentu. Myślę, że gdy Jezus mówił o zniesieniu podziału na pokarm czysty i nieczysty miał na myśli, że nie trzeba zwracać tak bardzo uwagi na rytuał, na rozwodzenie się nad tym czy jak zjem coś ze skrzelami to już bardzo źle a jak lata w powietrzu to trochę lepiej. Masz rację chrześcijaństwo to jest coś innego. I oczywiście da się być wierzącym, praktykującym i jeść mięso. Nie sama wiara czy religijność, ale moralność ma tutaj dużo do zrobienia. A moralność jednak wynika z wiary. Książka namawia, pokazuje argumenty do dyskusji i przede wszystkim pozostawia wolność wyboru.
    Ważne, aby być świadomym. Ważne, aby być za życiem w każdej jego postaci. Zgadzam się z tym co piszesz i w wielu punktach zgadzam się z panem Hołownią.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń