czwartek, 7 lutego 2019

Dokąd zmierza kawowa rewolucja?


Około dwóch tygodni temu skończyłam ostatnie ziarna kawy. Palarnia kawy Dictator Coffee miała nosa i odezwała się do mnie, że chętnie da mi zniżkę na dostawę kofeiny. Oczywiście, kawy nie odmawiam a ich nowości byłam szalenie ciekawa. Parę dni później do moich drzwi zapukał kurier a ja zaczęłam smakować kawową rewolucję z Krakowa.

W ofercie Dictator Coffee znajdują się cztery rodzaje ziarnistej kawy. Ziarna pochodzą z Gwatemali, Hondurasu, Brazylii i Kolumbii. Oznacza to, że możemy w przeważającej mierze smakowych nuty orzechów i suszonych owoców. A w przypadku Gwatemali większej dozy świeżości i kwasowości przypominającej np. rabarbar. 



Zaczęłam od ciemno palonej Brainwash z kawiarki jako baza pod cappuccino. Mocny smak przypominający czekoladę i intensywny aromat bardzo dobrze współgrał z delikatnie spienionym mlekiem. Dla amatorów ciemnego palenia i kaw mlecznych to będzie najlepszy wybór.


Średnio palone ziarna The Regime Propaganda wypróbowałam z użyciem french pressa i dripa. W szczególności delikatny aromat Propagandy o cytrusowo - czekoladowej nucie sprawiał największą przyjemność zaparzony w kawiarce i w prasie francuskiej. 
Jasno palona Mind Control była idealna do dripa. Smakowało świeżo i na koniec pozostawiała posmak przypominający oranżadkę pomarańczową. Taką musującą, którą zwykło się w dzieciństwie wylizywać z wgłębienia na dłoni. 

Myślę, że gdy będzie okazja to wrócę w szczególności do kawy Propaganda i Mind Control. Ponadto widać, że starają się umiejętnie bawić skojarzeniami językowymi dotyczącymi dyktatury, rewolucji, totalitaryzmu i komunizmu. Niestety we mnie wzbudza to lekki dyskomfort, podobnie logo filiżanki z wąsem. Dodam jeszcze, że opakowania mogłyby być przejrzyściej opisane np.: wysokość upraw, profil sensoryczny oraz data palenia. Wszystkie szczegółowe informacje znajdują się na stronie palarni Dictator Coffee.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz